Tomek Tomczak
styczeń 28
teraz już wszystko wiem o śmierci
wiem jakie płaszcze zakłada jesienią
i gdzie przysiada na chwilę
(wypala papierosa do samego filtra)
na Głowackiego po dwóch stronach ulicy
władze ustawiły ławki i ozdobne śmietniki
śmierć ma swoje ulubione miejsca
zagląda w oczy przechodniom
a oni beztrosko dokonują zakupów
zaciągają kredyty używają telefonów
i nie znają jej
w większości przypadków to ona
pierwsza podchodzi
tomasz
znalazłem siebie w nekrologu i zadrżałem
więc mój czas się skończył
więc już nigdy więcej nie zapukam
i nie zobaczysz mnie przez judasza?
i tym razem zdołałem się wyślizgnąć
choć strażnicy byli bardziej czujni
ale im bardziej czujni tym bardziej przekupieni
rozpowiadali brednie wśród mieszkańców miasta
jeśli nie uwierzysz znowu
tym razem też
tobie pozwolę
dotykać
mojego przebitego boku
rezerwacje
zostaliśmy zaproszeni ale nie wybieramy się
zawsze znajdujemy całą masę wymówek
wymówki to nasza ludzka specjalność
rachunek za telefon i zamach
ból głowy i zaraza
wojna i niski kurs złotego
zostaliśmy zaproszeni ale nie wybieramy się
oglądamy świeżo nabyte grunty i samochody
powoli weselnicy zajmują miejsca za stołem
rozpoznajemy w nich żebraków i najgorszy element
ostatni są pierwszymi zgodnie z zapowiedzią
wyrzucają nasze wyblakłe rezerwacje
Białystok - Warszawa
autentyczne zdarzenie, wypadek na trasie Białystok - Warszawa
w jednej chwili rozsypało się wszystko
razem ze szkłem i piskiem opon
dokładnie w tym momencie pojawił się on sam
we wspomnieniu
gdy pomagał jej zbierać jabłka toczące się po chodniku
gdzieś między tobą i brakiem ciebie
zorganizowano objazdy
patrzył już ze świadomością
że wszystkiego nie da się pozbierać
potoczyło się
nerwowe tylko pokrzykiwania lekarzy
i taśmy ostrzegawcze pochlipujące na wietrze
dziś przejeżdżam zatrzymując się jedynie myślą i modlitwą
kiedyś też odejdę
kropelki
nie myśl że jestem potworem
na zdjęciach z dzieciństwa
dorysowano mi tylko wielkie zęby
i oczy przeraźliwie patrzące
nigdy nie chciałem ranić
odchodzić bez słowa
wprowadzać smutku do naszego mieszkania
łagodnieję przy tobie
gdy się wtulam w ciebie
zaczynam dostrzegać małe kropelki
na szybie
od twojego czekania
Tomek T.
szatnia
gramy
po jednej stronie ty i ja
po drugiej reszta świata
która gdzieś jeszcze w nas została
garstka stadionu skanduje nasze imiona
inni gwiżdżą gdy jesteśmy w posiadaniu
wymiar sprawiedliwości rozdaje
żółte i czerwone kartoniki
opuszczamy to miejsce
w szatni zgrzytanie zębami
tak wiele okazji na miłość zmarnowanych
Tomek T.
żebym widział
słyszałem że Pani urodzi
że jeszcze wszystko warto przetrzymać
że ma jakiś sens
dobrze poczekamy
a nawet pójdziemy jak ci magowie
co im gwiazda wskazała kierunek
okazuję się że jest autentycznie
że leży a obok złodzieje i bydło
wypada przyklęknąć i może poczekać
aż dorośnie
zapuka
i powie że dziś chciałby zatrzymać się u mnie
albo żebym widział
Tomek T.
jestem
słodzę kawę układam na półce
wszystkie te zdarzenia
wszystkie dotyki układam
znalazłem dla nas cichy kąt
możemy się spotkać
gdzieś na poziomie rannego
babiego lata
moja myśl biegnie teraz
w łóżku czekam na przelatujące
samoloty
na myśli twoje lądujące
gdzieś bardzo blisko
Tomek T.
krótki dzień
podaj mi rękę
jak kromkę chleba
jak kubek wody
jak adres zagubionemu
w smutnym mieście
adres pod którym zostanie
przyjęty
robi się ciszej
jesienne barwy zabierają
kolorowym kwiatom wystawy sklepowe
bez jednego strzału
padają piwne ogródki
podaj mi rękę
zapomnij o tym
że jutro będzie już
zupełnie krótki dzień
zupełnie krótki dzień
Tomek T.
świerszcze
i zjawiło się
niczym księżyc
w taką noc jak teraz
czego można chcieć
będąc jak ten pan
niczym?
zupełnie wszystkiego
czy dzisiaj też
nie zgadniemy
o czym mówią
podejrzane jak ten pan
stojący w płaszczu
w deszczu
na wietrze
w tych wszystkich
najgorszych warunkach
słowa
Tomek T.
Ustawienia

