Polecamy
ScholaGene - Experts in BioScience, Krzysztof Pyrć
Konsulting, ekspertyzy, analizy inwestycyjne, doradztwo oraz szkolenia w zakresie Life Science.
| Hodowla Kotow Rasowych - SOPOCISKO*PL
Hodowla kotow rasowych Sopocisko ma kocieta rasowe rasy maine coon i norweskiej lesne. Zapraszamy na nasze strony internetowe.
| Agencja GlobalBrand Institute
GlobalBrand Institute jest firmą konsultingową zajmującą się budowaniem profesjonalnej i wielopoziomowej komunikacji marketingowej dla firm i jej produktów. Zapewniamy unikalną na polskim rynku integrację ...
| Avantinails
Szkolenia z zakresu kosmetyki, wykonywania manicure, pedicure oraz stylizacji i artystycznego zdobienia paznokci. Stylizację paznokci - tipsy. Posiadamy równieź Solarium
| BM&Partner
Oferujemy:
- ponad 300 rodzajów wkładów kominkowych i obudów
- marmur, granit i inne kamienie naturalne
- okna PCV, Alu i drewniane
| |
|
| | Ocena:
(Oceń klikając na ilość gwiazdek)
| Tim Burton Wszystkie postacie są dziwaczne. Rozmowa z Timem Burtonem o "Alicji w Krainie Czarów", Deppie, 3D...
Kariera Tima Burtona rozpoczęła się w 1979 r., kiedy to trafił jako animator do The Walt Disney Company. Pracował przy takich produkcjach, jak "Lis i pies" oraz "Taran i magiczny kocioł". Jego pierwszym filmem fabularnym była "Wielka Przygoda Pee-Wee" z 1985 r. Następne filmy, wyreżyserowane przez Burtona - "Sok z żuka" , "Batman" , "Edward Nożycoręki" oraz "Ed Wood" stały się hitami kasowymi. "Miasteczko Halloween" , animacja dostępna również w technice Disney Digital 3D, jest w USA emitowana corocznie, gromadząc przed ekranami miliony telewidzów. Burton wyreżyserował również takie filmy, jak "Duża ryba" , "Planeta małp" , "Powrót Batmana" , "Marsjanie atakują" i "Jeździec bez głowy" . Jego ostatnie dzieła to "Sweeney Todd - demoniczny golibroda z Fleet Street" , "Charlie i fabryka czekolady" oraz "Gnijąca panna młoda" . W ubiegłym roku Burton był producentem animowanego filmu "9" i wydał 430-stronicową książkę "Sztuka Tima Burtona". Na jesieni 2009 r. nowojorskie Museum of Modern Art (MoMA; Muzeum Sztuki Nowoczesnej) zorganizowało obszerną wystawę poświęconą jego twórczości.
Co cię zafascynowało w tej opowieści?
Tim Burton: W baśniowym świecie mamy zawsze do czynienia z dobrem i złem. Ale w Podziemiu wszystko jest trochę inne, nawet postacie uważane za dobre. To motywy nieodłącznie związane z naszą kulturą. Nie trzeba nawet czytać "Alicji w krainie czarów", aby znać przesłanie tej książki - tak bardzo popularna jest ta opowieść. Zajęliśmy się tym tematem, ponieważ już od dawna drzemał w naszej wyobraźni.
Jak sądzisz, dlaczego po 140 latach od pierwszego wydania "Alicji w krainie czarów" ta opowieść nadal jest tak popularna?
Odpowiedź leży w naszej podświadomości. W filmach zawsze mieliśmy do czynienia z bierną, małą dziewczynką, która ma różne zabawne przygody z nietypowymi bohaterami. Nigdy nie traktowano tego poważnie. Nasz pomysł polegał na zaczerpnięciu fabuły ze świata baśni i stworzeniu czegoś, co nie zostało wzięte bezpośrednio z książek, lecz zachowuje ich przesłanie.
Ile miałeś lat, gdy pierwszy raz przeczytałeś "Alicję w krainie czarów"?
Byłem jeszcze w szkole podstawowej, miałem jakieś 8 czy 10 lat. Niedawno doszedłem do wniosku, że istnieje jakiś dziwny związek pomiędzy mną a tą książką. Dom w Londynie, w którym mieszkam, należał do Arthura Rackhama (znany angielski ilustrator, który stworzył barwne rysunki do wydania "Alicji w krainie czarów" z 1907 r.). Pracuję w tym gabinecie, gdzie spod jego ręki wyszły niesamowite ilustracje do kilku wersji tej książki. Uznałem więc, że istnieje pewna więź pomiędzy mną a jego pracami - i w pewnym sensie jest to pomocne.
Jak podszedłeś do swojego zadania reżyserskiego?
Dostałem do ręki scenariusz oraz informację, że film ma powstać w technologii 3D. Zanim jeszcze przeczytałem tekst, uznałem, że jest intrygujący, a w pracy scenarzystki Lindy Woolverton szczególnie podobało mi się to, że stworzyła historię, której nadała kształt odpowiedni dla filmu. Wszystkie elementy scenariusza bardzo mi się podobały. W tej opowieści Alicja nie jest już dzieckiem, ale trudno ją uznać za osobę dorosłą, ponieważ jej osobowość dopiero się kształtuje. Alicja jest kimś, kto niezupełnie pasuje do wiktoriańskiego społeczeństwa i jego struktury. Jest bardziej zamknięta w sobie.
Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na tę wersję opowieści?
Czytając książki, natrafia się na mnóstwo dziwnych, krótkich historyjek. Linda napisała opowiadanie z wieloma bohaterami, a każdy z nich znajdzie swoich wielbicieli wśród widzów. Zawsze będzie ktoś, kto będzie tęsknił za homarem, czy inną postacią. Jest też Czerwona i Biała Królowa, Marcowy Zając i Biały Królik - to są te symboliczne postacie, bez których nie można było wyobrazić sobie scenariusza. I wtedy pomyśleliśmy sobie: zobaczmy, jak ta opowieść się potoczy...
Którzy bohaterowie "Alicji…" wzbudzają twoją największą sympatię ?
Sęk w tym, że wszystkich lubię tak samo. Wszystkie postacie są dziwaczne. Kapelusznik to dziwak, Kot również jest ekscentryczny, Królik jest roztargnionym wariatem. Każdemu bohaterowi usiłowaliśmy nadać jego indywidualny rys dziwactwa, aby różnili się od siebie.
Która książka dla dzieci była twoją ulubioną lekturą, gdy dorastałeś?
Byłem prawdziwym fanem twórczości Dr. Seussa (Theodor Seuss Geisel, 1904-1991). Była to łatwa lektura. Podobały mi się ilustracje. Ale ekranizacja "Alicji…" stanowiła prawdziwe wyzwanie i dlatego chciałem się go podjąć. Nie traktowałem tego jak sprawy osobistej, w przeciwieństwie do innych projektów. Starałem się nie myśleć o tym, że poprzednia wersja odniosła wielki sukces, a ekranizacja mojego autorstwa mogłaby być z góry skazana na porażkę. Jest kilka świetnych adaptacji dzieła Lewisa Carrolla, ale czy były one hitami kasowymi? Nie wiem.
Jakie było twoje nastawienie do tego filmu?
Byłem zafascynowany stroną wizualną opowieści - myślę, że ludzie zawsze są zaskoczeni, gdy wracają do lektury tej książki, ponieważ nie ma ona tak wartkiej akcji, jak np. "Władca Pierścieni". Jest pełna absurdów, surrealistyczna. Jednak postacie z tej książki istnieją w naszych snach i w naszej wyobraźni, żyją w naszej podświadomości. Dlaczego powstało tyle piosenek o bohaterach "Alicji…"? Ilustratorzy też nigdy nie zapominają o tych postaciach. Fabuła "Alicji…" wydawała mi się wyjątkowa, ponieważ tak bardzo różniła się od wszystkich znanych mi historii. Na przykład niesamowite było to, że bohaterowie kurczyli się i ponownie rośli. No i w jakiej opowieści tylko niektóre zwierzęta potrafią mówić? Wygląda na to, że Carroll działał na chybił-trafił. Ale w rzeczywistości wcale tak nie było. Przesłanie tej historii jest bardzo głębokie. To, co wydaje się przypadkowe, może wcale takie nie jest? Celem jest wychwycenie tych elementów.
Co ci się podoba w tej wersji historii?
Na pewno fakt, że jest ona swojego rodzaju osobistą podróżą. To właśnie jest najistotniejsze w naszym życiu - chwila, w której dokonujemy ważnego wyboru. Może każdy z nas tak ma, a może nie... Może zdarza się to kilkakrotnie w różnych momentach naszego życia, kiedy się czegoś uczymy, kiedy dorastamy. Zupełnie, jakby dwie strony twojej osobowości były ze sobą emocjonalnie skonfliktowane. To niesamowite, mocne uczucie, zwłaszcza wówczas, gdy twoja osobowość się rozwija. Zgoda następuje wewnątrz twojej duszy, kiedy stajesz się ludzką istotą i kiedy kształtuje się twój charakter. Wydaje się to błahe, ale jest naprawdę ważne.
Dlaczego po prostu nie nakręciłeś ścisłej adaptacji dzieła Lewisa Carrolla?
Zafascynowało mnie to, że bohaterowie "Alicji…" stali się ikonami masowej kultury. Szerszą wiedzę o jej fabule zaczerpnąłem z piosenek - tyle jest w nich metafor z tej książki. I to właśnie było mocną stroną tego dzieła. Na pewno nie były nią zwykłe, pełne absurdu historyjki, pozbawione dynamicznej narracji. Moim zdaniem dlatego właśnie w poprzednich ekranizacjach "Alicji…" czegoś brakowało: za każdym razem pojawiała się mała dziewczynka, która obserwowała różne rzeczy i mówiła "och, jakie to dziwne". Po jednym dziwaku pojawiał się kolejny, bez nawiązania do poprzednika. Usiłowaliśmy nadać temu większą głębię i ukazać pochodzenie Alicji. "Alicja w krainie czarów" jest historią spowitą aurą tajemniczości. Uważałem za potrzebne odniesienie się do przeszłości bohaterów i nadanie im bardziej rzeczywistych cech.
Dlaczego w twoim filmie Alicja ma 19 lat?
W tym wieku człowiek znajduje się na rozstaju dróg. Według mnie jest się wtedy pod presją konieczności znalezienia swojego miejsca w społeczeństwie. Alicja znajduje się na emocjonalnym rozdrożu. Wydawała mi się ona fascynującą postacią, ponieważ jest właśnie w tym wieku, a ponadto ma osobowość zarówno młodej kobiety, jak staruszki. Mamy do czynienia z dynamiką - raz czuje się młoda, a raz stara, a następnie usiłuje pogodzić ze sobą te dwie przeciwności. Przypominało to klasyczną strukturę baśniową - zupełnie, jakbyśmy powracali do "Czarnoksiężnika z krainy Oz", albo do innych bajek lub ludowych podań - w tych wszystkich opowieściach pojawiają się problemy emocjonalne głównego bohatera. Dlatego też zawsze intrygowała mnie poezja oraz przesłanie mitów i legend. One coś znaczą. I w ten sposób jej przygody pozwalają jej zrozumieć, kim jest, a także dodają jej pewności siebie. Alicja odbywa podróż w głąb swojej osobowości, jednak są to również jej osobiste doświadczenia zewnętrzne. Ten wiek wydawał się odpowiedni do zbadania dynamiki czyjejś osobowości w okresie zmian.
W jaki sposób Johnny Depp podszedł do zadania aktorskiego, jakim było wcielenie się w tak żywą postać, jak szalony Kapelusznik?
Szalony Kapelusznik jest postacią symboliczną. Został on przedstawiony w ruchu, wtedy, gdy działa. Myślę, że Johnny usiłował wydobyć pewne rzeczywiste cechy ze swojego bohatera, coś jeszcze innego, niż po prostu szaleństwo. Jego celem było wydobycie ludzkiej twarzy z dziwactwa. Współpracuję z Johnnym od wielu lat i zawsze usiłuje on postępować w ten sposób przy tworzeniu postaci. Tym razem nie było inaczej.
Czy Johnny Depp jest twoją muzą?
Nie, jest po prostu niezłym ciachem (śmiech). Wszyscy ci aktorzy są wspaniali, ponieważ nie muszą zajmować się tyloma innymi rzeczami - dekoracjami, scenografią, innymi aktorami. Mogą po prostu skoncentrować się na budowaniu postaci. W filmie tego rodzaju aktorzy posługujący się tzw. metodą Stanisławskiego nie sprawdziliby się. Potrzebni są ludzie, którzy po prostu biorą się do pracy, bez nadmiaru tekstu. A Johnny jest dobry w improwizacji. Miałem szczęście również z pozostałymi aktorami, oni też są nieźli w te klocki. A poza tym dla mnie też nie było to łatwe zadanie, bo nigdy jeszcze nie robiłem tego rodzaju filmu. To doświadczenie bardzo poszerzyło moje horyzonty. To cały zróżnicowany proces, dla aktora jest to bez wątpienia spore wyzwanie.
Jak pracujesz z Johnnym podczas tworzenia jego kreacji?
Najpierw przygotowujemy wspólnie zarys postaci. Dużo rozmawiamy. Zawsze się konsultujemy, ale nie skupiamy się na szczegółach, ponieważ Johnny nie lubi pracować w ten sposób. Więc często tworzymy abstrakcyjne sytuacje. Nie mogę się doczekać rezultatów.
Czy pozwalasz mu puścić wodze fantazji, a następnie ściągasz go na ziemię?
Tak, ale on jest w tym niezły. Chyba nikt nie lubi tak daleko oddalać się od rzeczywistości, aby nie zauważać uczuć. Kapelusznik rzeczywiście jest szaleńcem, ale my zrobiliśmy wszystko, aby nadać mu uczuciową głębię. Johnny świetnie sobie radzi, kiedy usiłuje odnaleźć rzeczywistość w nierealnym świecie.
Dlaczego wybrałeś Mię Wasikowską do roli Alicji?
Ma ona cechy zarówno osoby młodej, jak starszej. Stąpa twardo po ziemi. Tego poszukiwaliśmy również w odtwórczyni roli głównej bohaterki naszego filmu. Chodziło jednocześnie o to, aby miała w sobie pewną naiwność, właściwą ludziom bardzo młodym. Zgodnie ze scenariuszem Alicja jest osobą delikatnie bierną. Chcieliśmy obdarzyć ją siłą spokoju, którą Mia dysponuje. Podobał mi się jej charakter. Lubię ludzi, u których wyczuwam dojrzałą osobowość. Widać to w ich oczach.
Mia jest raczej początkującą aktorką. Jak poradziła sobie z tą rolą?
Radziła sobie świetnie. Miejmy nadzieję, że ten film będzie najbardziej abstrakcyjnym dziełem, w którym zagrała. Jak już mówiłem, to było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Mia nie miała problemu z technologią blue box. Pokonywała wszelkie przeszkody. Zawsze starała się zapamiętać rolę i przeistaczać się w Alicję wtedy, kiedy było to konieczne. Było to bardzo pomocne, ponieważ proces ten mógłby stać się prawdziwą zmorą. Dzieje się to wbrew wszelkim instynktom, wyobrażam sobie, jak trudno jest aktorowi poradzić sobie z tym. Widzisz, reżyser na pewno nie jest źródłem inspiracji.
Postanowiłeś przypomnieć nam również Crispina Glovera (w roli Waleta Kier)…
Poznałem go w pierwszej połowie lat 80. Jest wyjątkowy, powiem więcej, uważam go za prawdziwego człowieka renesansu. Niewielu ludzi, którzy grają w filmach, decyduje się stanąć po drugiej stronie kamery, tworzyć sztukę i żyć swoim życiem, tak jak on. Jest wspaniałym facetem. I ma niezwykle przyjemną powierzchowność.
Obsada twojego filmu jest pełna brytyjskich aktorów charakterystycznych, wykonawców, którzy potrafią wtopić się w rolę...
Uwielbiam pracować z ludźmi takimi, jak Matt Lucas. Aż miło patrzeć na ich grę. Matt odgrywał jedną rolę, a potem przeskakiwał do drugiej. Dla mnie to dowód na to, że jest doskonałym aktorem. Ponadto chciałem uzyskać autentyczny, przygnębiający, brytyjski klimat. Jest mnóstwo ludzi, których zawsze podziwiałem. Pragnąłem, aby głosy postaci animowanych nie były zbyt sztuczne, aby wszyscy bohaterowie sprawiali wrażenie, że pochodzą z tego samego świata. Nie chciałem, aby brzmiały jak postacie live-action w świecie animowanym, dlatego też próbowałem uczynić live-action bardziej ekstremalnym, a następnie przywrócić animację. Miałem szczęście pracować ze wspaniałymi aktorami, którzy byliby świetni, jako ludzie i wprowadzili bohaterów animowanych na poziom live-action.
Jak twoi aktorzy wcielali się w role bohaterów?
Nie jest to łatwe w warunkach, w których dekoracja składa się z niewielu elementów, natomiast technologia jest bardzo rozbudowana. Starałem się, aby akcja była na tyle wartka, na ile było to możliwe, aby aktorzy mogli ze sobą nawiązywać jak najgłębsze kontakty. Dlatego też energia była bardzo ważna. Po prostu trzeba iść naprzód i dobrze się bawić.
A jak aktorzy radzili sobie z dialogami w "Alicji w Krainie Czarów"?
Ci aktorzy, z którymi lubię pracować, wnoszą do dialogów coś od siebie. To miłe, gdy aktor czuje więź z postacią, lub jest zafascynowany historia, w której występuje. A jak jest się w stanie wydobyć z aktorów coś więcej - to znaczy, że chwytają twój tok rozumowania.
Czy w filmie mamy do czynienia z Podziemiem (Underland) czy Krainą Czarów (Wonderland)?
Zawsze kraina ta była zwana Podziemiem, ale ze względu na nieporozumienie nazywano ją Krainą Czarów. Każdy ma swoje własne wyobrażenie o tym miejscu. Myślę, że ludzie widzą je jako bardzo barwną, baśniową krainę. Wydawało nam się, że jeżeli Alicja przeżyłaby tę przygodę jako mała dziewczynka, a teraz miałaby wrócić, to może to miejsce stałoby się nieco ponure po jej odejściu. W pewnym sensie jest ono nawiedzone.
Czy zastosowałeś jakieś wyjątkowe podejście do techniki, w odniesieniu do tego filmu?
Właściwie wszystko to było zasługą Kena Ralstona (starszego specjalisty od efektów wizualnych). Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z czymś takim. To wszystko było jedną wielką układanką, a film nie zmaterializował się aż do końca pracy. Najtrudniejszym etapem jest ten, który następuje po zakończeniu zdjęć - oglądasz je i przez następne pół roku musisz wycinać sceny. Ten proces bardzo przypomina fabułę "Alicji w krainie czarów", to coś jakby cofanie się.
Jak wykorzystałeś dostępną technologię dla potrzeb filmu?
Nasze podejście było nieco bardziej organiczne. Dyskutowaliśmy z Kenem Ralstonem o tym, co nam się podobało w animacji, live-action i innych technologiach, a co można poprawić. Zdecydowaliśmy się na pewnego rodzaju mieszankę — będziemy dysponować żywymi postaciami, ale również bohaterami rysunkowymi, a następnie będziemy nimi manewrować. Próbowaliśmy po prostu wybrać odpowiednie postacie do każdej sytuacji. Technologię można zastosować do bardzo wielu celów.
Jak wpadłeś na pomysł stworzenia tego baśniowego świata?
Obserwowaliśmy wielu wybitnych artystów. W odniesieniu do struktury i realizacji, stworzyliśmy coś bardziej na kształt filmu animowanego. Pracowaliśmy z wieloma twórcami i każdy dorzucił tutaj swoje trzy grosze. Mieliśmy do czynienia ze zintegrowanym procesem pracy.
Co było dla ciebie inspiracją, jeżeli chodzi o efekty wizualne?
Było ich naprawdę mnóstwo! Oglądaliśmy np. zdjęcia drzew. Gdy spodobała nam się jakaś koncepcja, skupialiśmy się na niej. Naszym celem było trzymanie się sedna opowieści i stworzenie wrażenia, że jest to coś nowego i coś innego. Jednak jest coś jeszcze, co powoduje, że lubię Kota z Cheshire, Pana Gąsienicę, czy też Kapelusznika - te postacie istnieją w ludzkiej świadomości, ponieważ bardzo silnie oddziałują na naszą wyobraźnię. To było kluczowe, aby można je było docenić.
Dlaczego zdecydowałeś się na pracę w technologii 3D?
3D nie jest chwilowym kaprysem mody. Ta technologia na stałe weszła do naszej codzienności. Nie oznacza to jednak, że każdy film będzie robiony w trójwymiarze. Poza tym "Alicja…" powstała w 3D ze względu na scenariusz, po prostu dobrze do tego pasował. Chcieliśmy dopasować środek przekazu do scenariusza.
Czy kręciłeś film od razu w technologii 3D, czy może była to część procesu produkcji po zakończeniu zdjęć?
Nie używaliśmy do zdjęć kabla 3D. Używaliśmy technologii animacji, live-action i manipulowaliśmy nimi. Stosowanie tradycyjnych metod kręcenia filmu kamerą dawało nam więcej swobody. Ponadto, nie widzę większej różnicy między tymi technikami. Jestem pewien, że są zwolennicy jednej czy drugiej metody. Ale nam bardziej pasowało to drugie podejście. Po tym, jak zobaczyłem przeróbki, których dokonano w "Miasteczku Halloween", nie widziałem powodu, dla którego mielibyśmy robić nasz film w inny sposób. Usiłowaliśmy przyśpieszyć prace pod koniec dnia i nie zauważyłem żadnej różnicy pod względem jakości.
Czy stosowanie technologii 3D ma wpływ na fabułę?
Dawniej po prostu założyłbyś okulary, a po seansie opuściłbyś kino z koszmarnym bólem głowy. Teraz natomiast jest to znacznie przyjemniejsze doznanie. Osobiście nie mam zamiaru stosować tej technologii jako chwytu reklamowego. Ona wprowadza cię do tego świata. A scenariusz - na przykład rosnące i malejące postacie i te niezwykłe miejsca, w których się znajdują, świetnie w tym pomagają. Te filmy nie muszą być pokazywane wyłącznie w technologii 3D, ale muszą sprawiać dobre wrażenie. Kiedy "Miasteczko Halloween" zostało przetworzone na technologię 3D, uznałem, że właśnie w ten sposób ten film powinien wyglądać. Można było poczuć konstrukcję kukiełek, czułeś się, jakbyś właśnie znajdował się na planie. Uważam, że to bardzo wzmacnia doznania. Ten film był idealny, jeżeli chodzi o możliwość nakręcenia go w 3D. Zawsze staram się zadać sobie pytanie: "Czy ten środek przekazu jest dla nas odpowiedni?" Nie dlatego, że miałby to być jakiś chwyt, albo że jest to teraz modne, po prostu wydaje mi się, że materiał filmowy pasuje do tej techniki. Przetworzenie filmu do technologii 3D tylko wzbogaca materiał. Daje uczucie, że jesteś częścią obrazu, które w tym przypadku jest kluczowym elementem.
Jak, według ciebie, będzie wyglądała przyszłość przemysłu filmowego? Macie teraz do dyspozycji melanż technologii 3D i live-action?
Kilka lat temu tworzyłem animację. Ogłoszono koniec tego gatunku, a następnie zaprzestano stosowania animacji ręcznie wykonanych rysunków. Ale na pocieszenie mogę powiedzieć, że zwiększyła się liczba form wyrazu. Mamy do dyspozycji 3D, animację ręczną, animację komputerową, animację poklatkową… To wszystko jest przydatne, wszystko jest świetne. Obecnie jakość tych form jest lepsza, niż kiedykolwiek przedtem. Przez 10 lat starałem się zrobić film w technice animacji poklatkowej. Teraz mogę go zrealizować - bez żadnego problemu.
Fascynują cię efekty specjalne?
Nie jestem filmowcem, który stosuje efekty specjalne wyłącznie dla nich samych. Staram się nie podchodzić do tego w ten sposób. Realizując ten film, próbowaliśmy stosować najprostsze rozwiązania, jakby to było zadanie jednej osoby. A było to zadanie Alicji. To bardzo prosta sprawa - i usiłowaliśmy się tego trzymać. żródło stopklatka.pl |
|
|