Giełda znowu straszy
Nie kończą się sygnały w sprawie giełdy owocowo-warzywnej nieopodal Leśnego Zakątka. Dopiero co pisaliśmy na temat dokuczliwego fetoru i gryzoni, a już mieszkańcy skarżą się na śmieci porozrzucane w lesie i bałagan wokół dzikich przejść na plac targowy. Temat giełdy regularnie gości na naszych łamach. Po raz pierwszy pojawił się w ubiegłym roku. Wówczas to mieszkańcy pobliskich budynków przy ul. Rdestowej skarżyli się na trudny do zniesienia odór. Mieszkańcy narzekają na śmietnik dookoła giełdy i w lesie (fot. rak) Śmierdzi tylko latem Po zgłoszeniu przez naszą gazetę problemu do Wydziału Ochrony Środowiska gdyńskiego magistratu, urzędnicy zainteresowali się sprawą. Przeprowadzili kontrolę. Jednak, ponieważ wizja lokalna odbywała się zimą, fetor był wówczas niewyczuwalny. - Jeśli mieszkańcy posiadają wiedzę, że źródłem zapachowych uciążliwości jest zaplecze giełdy warzywnej, to może to być związane z niewłaściwym sposobem gospodarowania odpadami, w szczególności pochodzenia roślinnego – stwierdził Bartosz Frankowski, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa UM Gdynia. – Chodzi o np. zbyt długie przetrzymywanie odpadów, czy niewłaściwe kompostowanie. W takiej sytuacji kontrole umowy na odbiór odpadów powinna przeprowadzić Straż Miejska. Tymczasem sprawa jest wciąż aktualna. - Odpady to poważny problem – uważa Jolanta Urbańska, mieszkanka ul. Rdestowej, która zgłosiła się do naszej redakcji. – Proszę spojrzeć, jak wygląda bezpośrednie otoczenie giełdy! Nic dziwnego, że ludzie narzekają na smród, skoro wokół wala się pełno śmieci. Szczególnie widać to w miejscach „dzikich” przejść tam, gdzie brakuje fragmentów ogrodzenia. Kukułcze jajo Strażnicy twierdzą, że robią to, co w ich mocy. - Zdarza się, że to po prostu sami mieszkańcy przyjeżdżają i podrzucają worki z odpadkami do lasu – powiedział Dariusz Wiśniewski, komendant gdyńskiej straży miejskiej. Wówczas nie pozostaje nic innego, jak zapisać numery rejestracyjne takiego samochodu i zgłosić to do strażników, by ci mieli podstawę do interwencji. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że okoliczne lasy mają specyficzny status. Nie wolno tu – co oczywiste - nie tylko śmiecić, ale także poruszać się samochodem poza wyznaczonymi do tego drogami. Jednak możliwości skutecznego interweniowania są ograniczone. - Jako otulina parku krajobrazowego ten teren podlega szczególnej ochronie – powiedział Dariusz Ożarowski, specjalista z Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Teoretycznie, ludzie nie powinni w ogóle wjeżdżać na teren lasu. Problem leży jednak gdzie indziej. Brakuje możliwości kontroli sytuacji, ze względu na to, że jest zbyt mało strażników leśnych. Na cały, rozległy teren nadleśnictwa przypada ich zaledwie kilku. (rak)
Ustawienia

