Gniew ludu
Odwołanie czterech osób z pięcioosobowej Rady Nadzorczej, dokonanie wyborów uzupełniających składu tego organu, rozstanie się z dotychczasowym zarządem spółdzielni to efekty uchwał podjętych 30 czerwca przez Walne Zebranie Spółdzielni Mieszkaniowej „Pasaż Chełmski”. Pusty fotel zasłużył na obsadzenie go po myśli członków Pasażu Chełmskiego. Fot.: mif Niezadowolenie z pracy organu kontrolnego i samego zarządu „Pasażu Chełmskiego” od lat narastało. Członkowie tej spółdzielni wobec systematycznego obumierania pasażu i lekceważenia przez radę i zarząd powierzanych im do załatwienia spraw uznali, że nadszedł już najwyższy czas na rozstanie. Mieli dość nieróbstwa zarządu, okazywanej im pogardy i jak podkreślali na walnym – arogancji tej władzy, która suto przez nich była opłacana, a w zamian były słabe efekty ich działalności. Mówili, że efektami najbardziej zauważalnymi było podwyższanie czynszów, naliczanie ich nawet za nieeksploatowane pomieszczenia piwniczne oraz brak działań windykacyjnych. Do tego walnego członkowie i użytkownicy lokali przygotowywali się od dawna. Zorganizowali spotkanie, o którym obszernie informowaliśmy w poprzednim wydaniu gazety, napisali list otwarty. Z goryczą piszą o nadziejach związanych z tym zarządem. Czują się zawiedzeni. Rzecz ujmują dosadnie: „Sposób zarządzania naszym obiektem osiągnął przysłowiowe dno!”. Domagają się w nim jego odwołania poprzez nieudzielanie mu absolutorium. Zebranie, z sobie wiadomych powodów, zainaugurował prezes Tadeusz Rutkowski. Zainaugurował atakiem na zgromadzonych członków, twierdząc, że będą działy się na tym zebraniu rzeczy dziwne i będą robili tu wodę z mózgu. Gdy jednak do tego próbował wypowiadać zarzuty pod adresem konkretnych członków spółdzielni, na sali zapanowało poruszenie. Delegaci przerwali prezesowi personalne „wycieczki”, a prowadzenie przejęła – w niezbyt niestety paradny sposób – przewodnicząca rady. Przewodniczącym obrad Walnego Zgromadzenia został Tadeusz Falencikowski. Zgłoszono jeszcze dwie inne osoby, jedna nie zgodziła się, a drugą była żona prezesa spółdzielni. Po dokonaniu formalnych kwestii członkowie przystąpili do procedowania. Wywiązała się dyskusja nad przyszłością tej spółdzielni i dotychczasową działalnością obecnego zarządu. Mówcy wskazywali na naganne zachowania zarządu. Głównym stawianym mu zarzutem była arogancja prezesa i wiceprezesa do członków spółdzielni. Mowa była o ich zachowaniach obraźliwych, naruszających ludzką godność. W ripoście był atak na członków przez wiceprezesa Krzysztofa Gajdemskiego. Odczytał on w sposób wybiórczy, według nieznanego kryterium, listę osób zadłużonych w spółdzielni. Dla większości członków była ona niepełna i zdecydowanie subiektywna. Odnieśli wrażenie, że Gajdemski uprawiał na sali politykierstwo spółdzielcze. Na pytania członków zarząd odpowiadał atakiem personalnym. Interweniować musiał przewodniczący obrad Walnego Zgromadzenia, by studzić emocje i nie dopuścić do obrażania członków. Groteskowe było sprawozdanie Rady Nadzorczej. Treść znajdowała się na niepełnych dwóch kartkach i zawierała jedynie hasła ze statutowych zadań rady. Nie było w nim mowy o tym, co rzeczywiście rada zrobiła. Przewodnicząca potem próbowała rzekomo to „dopowiedzieć”. Członek spółdzielni Mirosław Falencikowski zwrócił jej uwagę, że to, co miała do powiedzenia, powinna zawrzeć w pisemnym sprawozdaniu, a nie „dopowiadać”. Członkowie przystąpili do głosowań i one zajmowały najwięcej czasu. Nie przyjęli sprawozdania rady ani zarządu, zatwierdzili natomiast sprawozdanie finansowe. W efekcie niezatwierdzenia sprawozdania zarządu i nieudzielania absolutorium członkom zarządu, było skorzystanie z zapisu ustawowego i wprowadzenie do wcześniej już uchwalonego porządku obrad punktu dotyczącego odwołania członków zarządu. To jedyna możliwość dokonania zmiany w uchwalonym porządku obrad. Miażdżącą przewagą Tadeusz Rutkowski i Krzysztof Gajdemski przestali sprawować zarząd w tej spółdzielni. Spółdzielcy rozstali się też z obecną radą. Z pięciu jej członków pozostał dalej tylko jeden – Ryszard Łapa. Pozostałych czterech odwołali i wybrali nowych: Adama Folkmanna, Tadeusza Falencikowskiego, Edwarda Milewskiego i Lecha Łakomskiego. Pikanterii dodaje fakt, że Ryszard Łapa zgłosił do rady odwołanego wiceprezesa Krzysztofa Gajdemskiego. Ten zgodził się kandydować, a nawet został wybrany, ale uchwała o jego wyborze okazała się nieskuteczna prawnie, bowiem Gajdemski jako pracownik spółdzielni nie może zasiadać w radzie. Obrady zakończono o północy. Na twarzach członków, mimo zmęczenia, widać było zadowolenie. Ziściło się to, czego chcieli. Zmiany. Bo gniew ludu musiał mieć swój dobry koniec. - Zachowanie tego zarządu było wrogie w stosunku do naszych członków, więc tak musiało się to zakończyć. Poczułem ulgę kończąc te obrady – powiedział nam Tadeusz Falencikowski. Dzień później były prezes spółdzielni rozchorował się. Po kilku dniach rozchorował się były wiceprezes spółdzielni. Wcześniej byli okazami zdrowia. Gajdemski nawet chwalił się, że od 12 lat nie chorował.
Ataków personalnych dalej nie brakowało, był więc i na przewodniczącego zebrania Tadeusza Falencikowskiego. Prezes Rutkowski wytknął mu, że w swoim pawilonie posiada podłogowe ogrzewanie. T. Falencikowski odparł, ze uzyskał na to wsze lkie pozwolenia i zgody więc przez 16 lat niedoinformowany zarząd mógł się doinformować i w tym zagadnieniu.
(Tg, mif)
Ustawienia

