Kiedy ktoś na ulicy wyciąga do nas rękę i prosi o pieniądze, rodzi się dylemat: dać i być może zostać oszukanym, czy nie dać i być może nie pomóc naprawdę potrzebującemu?
Hojnie reagujemy na wielkie akcje zbiórki pieniędzy. Mniejsze lub większe datki na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i PCK są świadomie wybranym „obowiązkiem obywatelskim”. Jurek Owsiak powodzenie swojej akcji zawdzięcza rozgłosowi medialnemu. Każdy wie, na co zostały przeznaczone jego pieniądze. To pociąga za sobą poczucie dumy z noszenia serduszka, a jest ich mnóstwo, na czapkach, plecakach, na przystankach w sklepach. Czerwone nalepki są po prostu modne.
Ale prośba o pomoc człowieka z ulicy nie budzi już takiej reakcji – rodzi się w nas strach przed oszukaniem. Nie mamy zamiaru dawać pieniędzy na wódkę. Niewolnicy nałogów potrafią klęczeć pod Kościołem przy kilku stopniach Celsjusza podczas deszczu, by tylko osiągnąć swój cel. Okłamywanie ludzi, którzy dopiero, co wysłuchali kazania o miłości do bliźniego, okazuje się niezłym zarobkiem. Przez cynizm pseudo poszkodowanych cierpią naprawdę biedni ludzie.
Mniej podejrzeń budzą osoby proszące o coś do jedzenia. Wtedy nasza hojność jest większa i częstsza. O ile zbieranie „na chleb” jest źle oceniane, bo istnieje podejrzenie, że jest nieszczere, o tyle prawda aż do bólu i napis: „zbieramy na piwo” okazuje się rozwiązaniem przynoszącym efekt. Ta strategia spotyka się przeważnie z pozytywnym odbiorem ludzi młodych, którzy chętnie wrzucają kilka złotych. Mniej podejrzani wydają się też ludzie, którzy grają na instrumentach muzycznych na ulicy czy w środkach transportu. Oni częściej otrzymują kilka monet, choć powody różnią się od siebie. Czasem płacimy im dlatego, że melodia wpadła nam w ucho, a czasem dlatego, aby przestali rzępolić...
Jeśli już pomagamy jakiejś osobie, to zazwyczaj dlatego, że możemy się z nią utożsamić, wzbudziła ona nasze zaufanie, odczuliśmy litość lub akurat mieliśmy wyjątkowo dobry humor. Ale bywa też, że zostajemy napadnięci przez roznosiciela obrazków z postaciami świętych czy sprzedających krzyżówki. Niektórzy wprost wymuszają pieniądze, zachodzą drogę, są nieustępliwi.
Mimo ogólnej dezaprobaty i coraz częstszego braku współczucia, proszący o pomoc wciąż są. Pomaganie wszystkim jest niemożliwe, to jednak warto spojrzeć na każdego człowieka przez pryzmat prawdomówności. Czasem lepiej dać kawałek chleba zamiast pieniędzy niż mieć wyrzuty sumienia.
Katarzyna Szcześniak