joki1@tlen.pl
1.
kupujcie zgrzybiałe rupiecie
w promocji only today
homo sapiens
troszkę jeszcze sapie
po ekspresowej ewolucji
ale wciąż idealny do użytku szkolnego
zalecany przez ministerstwo jednolitych form
proszę bliżej nie bójcie się
wąchajcie
podglądajcie
dotykajcie
nasłuchujcie
wypróbujcie
i kupujcie
druga taka okazja
trafi się dopiero za rogiem
banalności
2.
jakże wspaniały zapach piwnicy o poranku
logicznie śmierdzący
święcie zgniły
kojący proch pewnej przyszłości
i
widok kartki białej
bez bazgrania w stylu a la Armagedon
próżne pola niebiańskich lamentów
zaryglowane wrota bijących własnym sercem
uczuć
jak przeklęta matematyka
logiczna a jednak niedoskonała
dla mózgów zamkniętych w błędnych wzorach
własnych wyobrażeń o rajskich wakacjach
po emeryturze
oraz
dotyk skóry kobiecej
anielskoszatański
rasowopiórkowy
zatopić tylko waciane kły
prosto z biznes office'u
no i
dźwięk pianina
gromy niepokoju kontrastu wrażliwości
tonowe pyłki spadające gdzieś pośrodku szarości
leciutki wiaterek trzeźwości
spirytusowy wstrząs elektroidiotyczny
a także
smak trucizny
pić co rano perpetum mobile beznadziejności
czarne krople skończoności powszedniej
na wylizanym języku
jak pluskająca ryba śnięta
aż do Bożego Zatwardzenia
jakże zanikają zmysły na starość
czując
widząc
dotykając
słuchając
ciągle smakując coś z goryczy życia
które
k...
już nie życiem
ale setnym krokiem po linie bezwartościowości
na drugą stronę stronnictwa politycznego
czasem powrót do rodzinnego
siebie
homo carpe diem przeceniony na wyprzedaży
perfum duszącego konformizmu
fotografii nieśmiertelnej legendy ikaryjskiej Breughle'a
pluszowych misiów - morderców
zza zakrętu nieludzkiej pychy
cymbałków nuty kopniętej w czułe miejsce
a
szósty zmysł to falsyfikat miłości
na bezcenny oryginał
nie stać już nikogo
mówiąc w skrócie
pustki
3.
wykorzystały polityczne prostytutki
cię
wysmarkały podwórkowe dzieci rękawy szacunku
twe
wytarły społeczne świnie tylnie twarze
tobą
rzuciły wampirze pielęgniarki
prosto w pola igieł nienasyconych
ciebie
połamali nauczyciele pierwszych kroków pajacykowate kończyny
twoje
zgwałcony murem bezsilności szukasz sensu w wieży melancholii
wspominasz jak będąc owieczką skakałeś nieporadnie w łonie matuleńki
hipsi hopek
hepła holi hopa
będąc owcą
hop hop hop hap
hop
hop
hops
bum
przyszedł rzeźnik z nieba
przerżnął brzuch jelita żołądek wątrobę
serce
straciłeś swoich zmyślonych nieświadomie przyjaciół
zmysły
popłynąłeś niczym żeglarz społecznej pustyni
w głąb błota
uznałeś że SWOT twojej działalności
być
albo
żryć
zawsze był opłacalny dla drugiej opcji
4.
skończyła się wyprzedaż
nie pozostał na jałowej planecie
nawet jeden konserwowany organ
czterej jeźdźcy odegrali swoją scenkę
ze światłem i cieniem
Bóg postawił stopę na upadłej firmie
i widział
że interes ludzki
był mało opłacalny
ale to nie On zbankrutował
Pęknięta żyłka albo powszedni Ikar
dziś
ludzie nie mają czasu
na śmierć
biegają po żyłce
nieba szukają pod ziemią
próbują planować wzloty i upadki
czeki chowają skrycie do szufladki
łaskocze ich po narządach
szary motoryczny
pęd
śmierć nie ma daty ani godziny
układów nie przyjmuje
czarny całun materiału
rosę krwi koło oka
żebra spróchniałe
kawałek pięty i piersi rozflaczałe
wszystko i nic
zobaczysz
w ostatecznym terminie
rozrachunku
11.03.04
Cyrograf materialisty który chce przecież tylko przeżyć
cześć poezjo
muszę cię zostawić
świat jest zbyt brutalny
itd. itp.
nie martw się
ja kiedyś wrócę
postaram się jeszcze nie zawisnąć na haku
nie martw się
kochałem tyle muz
i zawsze czułem się zdradzony
i ty też to poczujesz
świat jest zbyt brutalny
2+2=4
06.04.2004