Dwa zarządy i dwie rady ścięto na Chełmie w jeden pień. W chełmskiej spółdzielni nie dano absolutorium Markowi Ferlinowi i Wiesławie Karaczun, w sąsiedniej spółdzielni – „Pasaż Chełmski” pod ostrze walnego poszedł prezes i jego zastępca. Ten drugi tak dobrze pracował, że aż szesnaście lat minęło jak jeden dzień. Bufonada, arogancja, pogarda dla członków, niekompetencja, a za wszystko to jeszcze mu suto płacili członkowie spółdzielni. W końcu coś pękło, wzięli sprawy w swoje ręce i za sprawą społecznego zrywu frekwencja na walnym była, jak nigdy dotąd. Poleciał prezes, poleciał „Wicek” i polecieli członkowie rady.
Ja nie wiem, czy przez 16 lat uda mi się pracować dla Czytelników, Przyznam, że trochę Gajdemskiemu wiceprezesowi Krzysztofowi zazdroszczę. Jak on to robił, ze przetrwał?
W SM „Chełm” delegaci nie zaakceptowali sposobu sprawowania władzy przez Romualda Kalitę i członków rady. Uznali, że nadszedł kres ich wytrzymałości i polecieli z Kalitą i jego poplecznikami. Wybrali nowych, a na ich czele stanął Janusz Grzonkowski, człowiek prawy, zrównoważony, nieuwikłany, gwarant spokoju i dobrej współpracy. Nie podobała się też delegatom oferta Marka Ferlina, prezesa tej spółdzielni.
W dwóch spółdzielniach chełmskich nastały nowe czasy, przed nimi nowe wyzwania i zadania. Miejmy nadzieję, że z korzyścią dla ich członków, dla lokalnej społeczności. W lepszym zrozumieniu tego, co działo się w tych dwóch spółdzielniach przyczyni się lektura tego wydania „Wuzetki”.
TG