W redakcyjnej debacie udział biorą Florian Wojciechowski, były przewodniczący Rady Nadzorczej LWSM Morena i jego następca, Andrzej Born. Debatę prowadzi Tadeusz Gruchalla
Były i nowy szef rady są zgodni: docieplać i humanizować osiedle Fot. T. Gruchalla
- Witam panów i dziękuję za przyjęcie zaproszenia. Spodziewał się pan, że zostanie przewodniczącym rady?
Andrzej Born: - Nie spodziewałem się.
- Całkowite zaskoczenie?
A.B: - Z racji swoich obowiązków rzadko uczestniczyłem w zebraniach grup członkowskich. W tym roku poszedłem na takie spotkanie, ponieważ w ostatnim czasie wiele ciekawych rzeczy dzieje się w spółdzielni. Chociażby docieplanie domów. Jak się wjeżdża na Morenę, osiedle wygląda korzystniej. Chciałem się dowiedzieć, kiedy będzie to dotyczyć mojego bloku. Okazało się tymczasem, że przewodnim tematem zebrania był wybór kandydatów do rady. Byli tam sąsiedzi. Znają mnie z aktywności na rzecz naszego domu. Zapytali, czy nie chciałbym kandydować. Skoro pytali, to znaczy, że darzą mnie zaufaniem. Dobry sąsiad nie odmawia. Zgodziłem się. Później było zebranie plenarne, zostałem wybrany w poczet członków rady. Potem, już w samej radzie, też wzbudziłem zaufanie i wybrano mnie na funkcję przewodniczącego rady. Wzbraniałem się. Mówiłem, że chciałbym przynajmniej przez rok przyglądać się, żeby zdobyć doświadczenia. Okazało się, że siła nacisków w demokracji jest tak znacząca, że nie mogłem odmówić. Przy pomocy wyborców tą funkcję piastuję. Rada Nadzorcza jest grupą osób kompetentnych, jest duże zróżnicowanie w zakresie umiejętności zawodowych. A funkcjonujemy na osiedlu wielkości małego miasta. Jego problemy, przy pomocy mieszkańców, musimy rozwiązywać.
- A pan spodziewał się, że taki będzie dla pana werdykt Zebrania Przedstawicieli? Nie wszedł pan do rady, to musiało chyba boleć, bo poświęcał pan tej spółdzielni jako były szef rady ogrom swojej pracy. Patrzyłem na pana jak na pasjonata…
Florian Wojciechowski: - Było zaskoczeniem. I tyle.
- Czy rada nowa w stosunku do zarządu powinna być bardziej organem kontrolnym, czy może jak poprzednia bardziej menadżerskim, pomagającym w załatwianiu codziennych spraw spółdzielni?
F.W: - Zgodnie z ustawą i statutem organem kontrolnym i takim jest. Niemniej w obecnej sytuacji gospodarczej i realistycznej naszej spółdzielni nie ulega wątpliwości, że powinna być dla zarządu partnerem. I to w sprawach gospodarczych, jak i pozostałych. Oczywiście priorytetem musi być rola kontrolna.
- Panie przewodniczący, pójdziecie bardziej w jakim kierunku?
A.B.: - Na dziś cała energia nasza skierowana była na zapoznanie się z bilansem zysków i strat za 2009 rok. Mamy pewne spostrzeżenie odnośnie regulaminów kształtujących pracę rady. Bardzo oczekujemy nowego statutu, który z jakichś powodów jeszcze się nie pojawił w naszym życiu. Jeżeli te dokumenty będą uporządkowane będziemy mogli się skupić na kontrolowaniu zarządu i uzgadnianiu z nim ważnych przedsięwzięć inwestycyjnych, które mają dotyczyć mieszkańców LWSM Morena. Dotyczy to m.in. takiego zadania, jak humanizacja osiedla, dlatego, że jako mieszkańcy mamy pewne spostrzeżenia. Możemy służyć pomysłami, jak zdobywać dodatkowe środki, aby nasze osiedle było osiedlem w pełni XXI wieku. A wiemy, że mamy w postaci tej rady organ, który będzie bardzo kompetentny dla tego, co się dzieje w spółdzielni.
- Dość silny skład rady. Zasiadają w niej zarówno były przewodniczący rady, jak i były wiceprezes zarządu tej spółdzielni…
A.B.: - Stałem na początku z boku życia spółdzielni. Wiem, że jest kilka osób doświadczonych, co nie jest minusem. Są też osoby nowe, chociażby moja zastępczyni, Basia Kupracz, która zna się na finansach i w tym momencie jest dla nas nieocenionym wsparciem w badaniu ekonomicznej strony spółdzielni. Są znawcy budownictwa, znawcy prawa spółdzielczego. W tym momencie tworzymy uzupełniającą się grupę Wiem, że w radzie są osoby, które piastowały funkcje w zarządzie. Nie wiem, czy podjąłbym taką decyzję na ich miejscu, ale widocznie są jakieś powody, mam nadzieję, że pozytywne, służące spółdzielni.
- Teraz jest tylko trzynastu członków rady. To dobrze?
F.W.: - Bardzo dobrze. Sam o to zabiegałem. Uważam że jest to wystarczający skład rady w tej spółdzielni. Ale nowy przewodniczący wspomniał o regulaminie rady. Próby jego zmiany idą w mojej ocenie w złym kierunku. Ze słyszenia wiem, że chce się niepotrzebnie rozszerzyć kompetencje poszczególnym członkom rady. To błąd! A co do składu nowej rady, też uważam, że jest dobra.
- Niemniej sprzeciwiał się pan wyborowi jednej osoby? Dlaczego?
F. W.: - Uważam, że co najmniej dwóch członków rady stanowią osoby kontrowersyjne.
- I uważa pan, że nowy przewodniczący będzie miał w związku z tym problem?
F.W.: - Nie. To jest problem tych członków rady, a nie przewodniczącego.
- Czy nowa rada zastanawiała się, co z poprzedniej ekipy będzie kontynuować?
A.B.: - Na pewno termomodernizację. Na pewno wsłuchamy się w sprawozdanie, które będzie przedstawione na grupach. Odzwierciedlać będzie okres czterech lat pracy poprzedniej rady i to będzie dla nas kopalnia tematów i podstaw do analiz. Mój poprzednik wspomniał o wątpliwościach dotyczących zmian w regulaminie. Jeżeli propozycje będą niezgodne z aktualnym statutem, to nie znajdą one miejsca, zapewniam.
F.W.: - Regulamin, chciałbym to dodać, uchwala ZP, a rada jedynie przedstawi jego projekt.
- Będzie się pan starał łagodzić złe nastroje?
A.B.: - Jestem cierpliwy i zrównoważony, co nie znaczy, że nie mam gdzieś kresu swojej wytrzymałości. Ale myślę, że ponieważ jest osobą w miarę skupioną i cierpliwa, powinno to sprzyjać scalaniu rady. Dzielenie małej rady na grupki do niczego nie doprowadzi. A zresztą to nie jest przedszkole, lecz poważna instytucja.
- Łatwo jest wyprowadzić przewodniczącego z równowagi? Kierował pan liczniejszą, bo 21-osobowa radą, a zgody w niej za wiele nie było…
F.W.: - Gdy padają populistyczne propozycje czy wnioski, trudno się nie rozgrzać. Albo z sufitu wzięte abstrakcyjne wnioski, jak zrezygnowanie z legalizacji wodomierzy. Kilku członków rady chciało przekonać pozostałych, że wodomierz to urządzenie, które można dowolnie określić.
- I łatwo pan pekał. Dawał się wyprowadzać z równowagi…
F.W.: - Tak jestem wybuchowy ale nie przenoszę tego na poszczególne osoby. Wyrzucałem z siebie bolączki wprost i niczego nie miałem za uszami.
- Może dojść do załamania nowej rady?
F.W.: - Absolutnie. Z powodzeniem sobie poradzą.
- Co im podpowiedziałby pan jako były szef, co powinni robić?
F.W.” – Kontynuować docieplenia, szukać na to dodatkowej kasy, prowadzić humanizację, bo inaczej spółdzielnia zapadnie. Przekonywać mieszkańców, że rozwój jej możliwy jest tylko poprzez inwestycje. Pozbywać się niepotrzebnych terenów oraz negocjować z miastem na temat partycypacji w utrzymywaniu i rozwoju wspólnych przestrzeni. Wiele zadań wpisuje się w ustawowe kompetencje gmin.
A.B.: - To było piękne osiedle, budziło zdumienie i szacunek. Przynajmniej jednostka A. W tej chwili przypomina bardziej małe, zaniedbane miasto. Gdańsk musi nas wspomóc, a nie tylko kasować podatki. Nie grodzimy się tu, nie tworzymy getta, udostępniamy innym przestrzeń tego osiedla. Kiedyś planowano tylko mieszkania, nikt nie myślał wtedy o innej.
- Na Morenie powstanie oprotestowany Centralpark gdyńskiej Hossy. Wygrażano, że nawet ludzie wyjdą na ulicę. Pana zdaniem nowe może się wpisywać w stare, czy nie jest to właściwe miejsce dla nowoczesności?
A.B.: - Nowe powinno się wpisywać w stare, jeżeli tym, którzy już są w sąsiedztwie nie wiązało się pogorszeniem warunków bytowania. Jeżeli tak, to niech nowe wpisuje się w stare. Ale co do wyspy piecewskiej - trzeba zawsze działać zgodnie z prawem. Jeżeli prawo mówi, że tam może powstać Centralpark, to znaczy, że były przesłanki do podjęcia takiej decyzji. Owszem, zmienia się widok pod naszymi oknami, znika nam przestrzeń i to zaburza nasz komfort. My tego nie lubimy i dlatego protestujemy. Ja się obawiam czegoś innego - że wybudowanie dwóch punktowców na tej wyspie zakłóci w sposób zasadniczy warunki komunikacyjne na osiedlu. No i burzy poczucie mojej estetyki nieład architektoniczny na tej wyspie. Znika plac będący jednym wielkim śmietnikiem, to dobrze, ale architekci nie stanęli na wysokości zadania.
F.W.: - Tam będzie osiem takich budynków, a nie tylko dwa…
- Dziękuję za udział w debacie.