Radni wykazali się sporą inwencją. Warsztaty ceramiczne, fotograficzne, czy wspólne rzeźbienie oraz zajęcia z osobami niepełnosprawnymi słuchowo to tylko kilka spośród propozycji, z którymi stanęli do konkursu.
- Gdybyśmy występowali osobno, moglibyśmy uzyskać najwyżej 25 tys. zł – mówi Ewa Zienowicz, wiceprzewodnicząca rady dzielnicy. - Dzięki połączeniu sił z Małym Kackiem mogliśmy ubiegać się maksymalnie o 40 tys. zł.
Razem udało się wywalczyć prawie 40 tys. zł w kategorii „Kultura w dzielnicy”. Prawie drugie tyle nasi radni (już w pojedynkę) wygrali w kategorii „Piękna dzielnica”.
Na co zostaną przeznaczone pieniądze? Na pewno będą kontynuowane dobre pomysły radnych z Małego Kacka, które już wcześniej były nagradzane. W ramach „Małej ojczyzny” jest to pięć różnych cykli zajęć warsztatowych. W orłowskich i małokackich podstawówkach będą się odbywały warsztaty ceramiczne, nadzorowane przez profesjonalnych rzeźbiarzy, państwa Kalkowskich. Z kolei warsztatom fotograficznym patronuje Sławomir Kitowski. Pośród innych atrakcji radni wymieniają naukę wiązania węzłów żeglarskich i śpiewania szant. Nie zabraknie także warsztaty teatralne (podobne były już wcześniej prowadzone w Małym Kacku).
Na szczególną uwagę zasługują zajęcia dotyczące nauki języka migowego oraz kultury osób głuchych i integracji z głuchymi.
- Musimy otwierać się na niepełnosprawność i rozumieć ją – uważa Ewa Zienowicz. – Najlepiej zacząć od „swojego podwórka”, czyli właśnie od małych ojczyzn takich, jak nasza.
Z realizacją niektórych pomysłów trzeba będzie poczekać, aż ustąpi zima. Jeśli bowiem chodzi o projekt „Zielone Orłowo”, to jego podstawowym elementem będzie kształtowanie i rekonstrukcja zielonych terenów przyszkolnych. Nowe nasadzenia otrzyma Zespół Szkół nr 5 i nr 6. Odbędą się także konkursy na tematy związane z ekologią.
Jednak ostatnio wśród mieszkańców pojawiły się opinie, że komisja konkursowa faworyzuje te przedsięwzięcia, które odbywają się na terenach podlegających miastu.
- Podział nagród nie odbywa się w oparciu o rozróżnienie przestrzeni „miejskiej” i „niemiejskiej” –odpiera zarzuty Michał Guć, wiceprezydent Gdyni. – To byłby nonsens. Chodzi o to, że jesteśmy ograniczeni przepisami, który uniemożliwiają nam darowanie środków publicznych lub przekazanie mienia na rzecz podmiotów, które nie podlegają miastu. Na wniosek radnych dzielnicy możemy postawić ławki na terenie należącym do spółdzielni mieszkaniowej (za jej zgodą), ale już nie możemy tych ławek przekazać na własność tejże spółdzielni. Niestety w przypadku wniosków złożonych w konkursie przez Radę Dzielnicy Karwiny. Przygotowano ciekawe merytorycznie wnioski, ale wszystkie zakładały, że po zakończeniu prac zakupiony majątek miasto sprezentuje spółdzielni. Z punktu widzenia prawa jest to niemożliwe i spowodowało, że projekty Karwin zostały zdyskwalifikowane, jako niespełniające warunków konkursu. Ubolewam, iż mimo długiego czasu przewidzianego na konsultacje, autorzy projektu nie poradzili się, jak ten problem rozwiązać. Za ich zaniechanie „płacić” będą mieszkańcy Karwin - dzielnicy, która nie otrzymała żadnych środków w konkursie.
Wiceprezydent podkreśla, że wszelka współpraca jest mile widziana.
- Zapraszamy do wspólnych przedsięwzięć i spółdzielnie mieszkaniowe i różne instytucje, niekoniecznie miejskie – zapewnia Michał Guć. - Jest wiele możliwości nawiązywania partnerstwa i wspólnego działania na rzecz mieszkańców.