
Szerokie schody wyłożone kostką granitową oraz efektowne lampy uliczne już stoją – tak wygląda obecnie łącznik pomiędzy ul. Źródło Marii a Gryfa Pomorskiego. Gdyby nic nie stanęło na przeszkodzie, mieszkańcy na pasterkę poszliby już po nowych schodach. Tymczasem... nic z tego.
Łącznik pomiędzy starą a nową częścią dzielnicy zdążył przez z górą 10 lat urosnąć do lokalnego przykładu, jak niekończący się korowód nieporozumień jest w stanie zniweczyć nawet najlepsze chęci. Po realizacji pierwszego etapu inwestycji, który zakończył się ponad trzy lata temu, mieszkańcy na pewno nie spodziewali się tego, że na rozpoczęcie kolejnego etapu, a tym samym dokończenie łącznika, przyjdzie im czekać aż tak długo. A jednak...
Teren jest nadal ogrodzony, a mieszkańcy pokonują płot „na dziko” (fot. dk)
Wykonanie to nie problem
Co ciekawe, tym razem na przeszkodzie nie stanęły wcale problemy finansowe, czy kłopoty ze znalezieniem wykonawcy. Powód był zupełnie inny - najwięcej problemów dostarczyły bowiem liczne protesty i odwołania, zainicjowane przez jednego z lokatorów. Z czasem zaczęli protestować kolejni mieszkańcy, którzy domagali się, by chodnik i schody nie przebiegały tuż pod oknami ich domów.
Miasto musiało wziąć pod uwagę zdanie lokatorów budynków położonych w pobliżu ciągu i przygotować nowy projekt. Przeprojektowując łącznik ustalono, że będzie miał on inny przebieg, niż pierwotnie zakładano. Jednak w międzyczasie okazało się, że aby kontynuować przedsięwzięcie, konieczne było jeszcze odrolnienie gruntu pod przyszłą inwestycję. Samo wykonanie schodów było zatem najmniejszym problemem.
Koniec tuż, tuż?
– Nie były problemem także pieniądze, które od dawna na ten cel zarezerwowano w miejskim budżecie - mówi Stanisław Borski, radny miasta. - Obawialiśmy się tylko kolejnych protestów. Jednak tak się nie stało i w drodze przetargu udało się szybko i sprawnie wyłonić wykonawcę.
Potem wszystko poszło już jak z płatka, bowiem prace przebiegały bardzo intensywnie. Schody zostały ukończone, oświetlenie także.
Pierwotnie wykonawca zadeklarował, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to do 20 grudnia ubiegłego roku cała inwestycja będzie zakończona. Urzędnicy miejscy potwierdzili tę informację. Wszystko wskazywało na to, że na Boże Narodzenie łącznik będzie gotowy. A jednak się nie udało. Inwestycję wciąż ogradza płot, który ludzie i tak forsują „na dziko”, by w naturalny sposób skrócić sobie drogę.
Błędy w procedurze
- Na razie łącznik nie został jeszcze oficjalnie otwarty, choć sama inwestycja jest już gotowa – potwierdza radny Borski. - I ludzie z niej korzystają, choć schody nie zostały jeszcze oddane do użytku. Zresztą – wcale im się nie dziwię. Owszem, potrzebne są jeszcze kosmetyczne poprawki, jednak są one niewielkie. Natomiast cała reszta jest wykonana, lampy się świecą i wszystko działa. Nie ma jeszcze tylko ostatecznego odbioru technicznego.
- Na przeszkodzie otwarciu stanęły błędy proceduralne – mówi Teresa Horiszna, naczelnik wydziału realizacji inwestycji w gdyńskim magistracie. - Wykonawca ma jednak jeszcze pewien zapas czasu do ostatecznego oddania inwestycji do użytku.
(drako)