Janusz Grzenkowski: „Kosztami powinno się obciążyć Kalitę, bo to on kierował całą tą akcją”...
Fot. Tg
- W ogóle zachodziła konieczność odwoływania z funkcji wiceprezesa zarządu?
- Nie było takiej konieczności. Ale gdy ktoś nie chce wchodzić w układy, trzeba go usunąć i zastąpić takimi fachowcami jak radna Karaczun, która już od wielu miesięcy pełni obowiązki na stanowisku wiceprezesa i otrzymuje za swoją fachowość wyższe miesięczne premie niż prezes.
- To miała być kara za to, że odmówił w nocy przejścia do siedziby spółdzielni, gdy jego obecności zażyczył sobie pan przewodniczący rady?
- To był tylko pretekst. Plan Kality to obsadzić to stanowisko swoja koleżanką ślepo wykonującą każde polecenie.
- Spółdzielnia przegrała proces z Krzysztofem Radtke w pierwszej instancji. Ma zapłacić ponad 22 tys. zł, z czego bodaj 7 tysięcy musiała wypłacić natychmiast. Spółdzielnia dodatkowo kwotę tę powiększyła o koszt wniesienia apelacji. To dodatkowy tysiąc złotych. Spodziewał się pan takiego wyroku?
- Jak najbardziej. Wyrok był do przewidzenia. Uzasadnienie było tak jasne, że apelacja była „chorym” posunięciem. Jestem przekonany, że radca prawny pisząc apelację działał pod dyktando przewodniczącego Kality, bo sam by chyba na tyle się nie ośmieszał.
- Kto powinien te pieniądze zapłacić? Członkowie spółdzielni nie mieli wpływu na taką decyzję rady…
- Uważam, że głównie kosztami powinno się obciążyć Kalitę, bo to on kierował całą tą akcją i jako przewodniczący nakazał głosowanie, nad sporządzonym na kolanie wniosku o odwołanie, którego autorką była między innymi Wiesława Karaczun.
Za zwolnienie prezesa też słono zapłaciliśmy, bo jak pamiętam też zapłacono za trzy miesiące i urlop. Opłacaliśmy jednocześnie Zamorską Barbarę i prezesa Niżniowskiego.
- Jako członek rady zawnioskuje pan, żeby koszt ten ponieśli ci, którzy złą decyzję podjęli?
- Złożymy taki wniosek.
Rozmawiał: TG
Janusz Grzenkowski jest członkiem Rady Nadzorczej SM Chełm, był członkiem prezydium tej rady.