Spółdzielnia Mieszkaniowa Chełm wykonała prawomocny wyrok gdańskiego sądu i przelała na konto byłego wiceprezesa zarządu Krzysztofa Radtke zasądzone odszkodowanie z tytułu bezzasadnego rozwiązania z nim umowy o pracę przez Radę Nadzorczą. Romuald Kalita, przewodniczący Rady Nadzorczej nie odbiera telefonów od dziennikarza „WuZetki”, pośredniczenie przez sekretariat zarządu też nic nie dało.
- Przykro mi, ale pan przewodniczący powiedział, że nie będzie z panem rozmawiał – dowiedzieliśmy się w siedzibie zarządu spółdzielni.
Jak już informowaliśmy, gdański Sąd Okręgowy, do którego apelację wniosła spółdzielnia, oddalił ją, podtrzymując wyrok Sądu Rejonowego w Gdańsku. Ten uznał, że Rada Nadzorcza bezzasadnie rozwiązała umowę o pracę z byłym wiceprezesem zarządu. Janusz Grzenkowski, członek Rady Nadzorczej zarzucił, że była to „zaplanowana akcja Kality”. Kalita milczy. Członkom spółdzielni nie ma nic do powiedzenia. Przynajmniej poprzez łamy gazety.
Ile dokładnie kaprys rady kosztował członków spółdzielni, nie wiemy. Około 21 tys. zł miał otrzymać wiceprezes, od rzecznika sadu wiemy też, że ponad 1 tys. zł spółdzielnia musiała zapłacić za rozpoznanie apelacji. Wszystko to zapłacili już członkowie spółdzielni, bo członkowie Rady Nadzorczej, sygnatariusze wadliwej uchwały, nie uznali za stosowne zrobienia zrzuty za swój błąd.
Sprawy komentować nie chce prezes zarządu, Marek Ferlin. Potwierdził jedynie „WuZetce”, że należne byłemu wiceprezesowi odszkodowanie zostało przez spółdzielnię wypłacone.
- Mam informację taką, że sam dokument umowy o pracę był spisany nieszczęśliwie – powiedział Marek Ferlin. – Zmiana kilku słów spowodowałaby, że sąd nie miałby wątpliwości i nie zasądził odszkodowania. Sąd wziął pod obronę pracownika spółdzielni, a nie instytucję.