Marek Niedźwiecki, znany dziennikarz muzyczny, odwiedził niedawno Trójmiasto. Okazją był jubileusz 65-lecia istnienia Biblioteki Oliwskiej – pierwszego księgozbioru udostępnionego czytelnikom w wyzwolonym Gdańsku.
Niecodzienny gość ujął publiczność skromnością, przystępnością i autoironią.
Marek Niedźwiecki gościł w Trójmieście (fot. rak)
- Proszę państwa, oto... miś! – tak Marek Niedźwiecki powitał zebranych słuchaczy. - W moim małym rodzinnym mieście biblioteka była moim drugim domem. Wprawdzie na początku nie chciałem czytać, ale kiedy już łyknąłem bakcyla, to nie mogłem przestać.
Dlaczego czytanie jest tak istotne?
- Wiele osób młodszych tego nie pamięta, ale kiedyś było inaczej – opowiadał Marek Niedźwiecki. - I jak ktoś zakochał się w książkach, to miał lepsze i piękniejsze życie. Do tej pory wolę czytać książkę niż oglądać film. I zawsze miałem także swoje „książkowe strachy”. Np. nigdy nie przeczytałem „Dżumy”, bo już sam tytuł kojarzył mi się z jakimś nieogarniętym złem i grozą. Po prostu bałem się wziąć tę książkę do ręki.
Bohater spotkania świetnie ocenił także pomysł „uwalniania książek”, czyli akcje bookcrossing.
- Sam też je uwalniam - zapewnił. - Lubię poczytać przy każdej okazji i potem chętnie dzielę się książkami z innymi. Teraz wziąłem ze sobą najnowszą powieść Dana Browna i jak tylko skończę, to też ją „uwolnię”.